KRASKA - ZNIKAJĄCY PUNKT
O artykule

Chciałbym Wam przybliżyć sylwetkę pięknego i bardzo rzadkiego w Polsce ptaka. Cechy gatunkowe możecie znaleźć w każdym atlasie ptaków. U mnie przeczytacie również o tym, co dzieje się wokół kraski. O ochronie, fotografowaniu, obserwowaniu. O tym, że atmosfera wokół kraski jest gorąca słyszało wielu zainteresowanych. Ornitolodzy piętnują fotografów, Ci ostatni mają za złe tym pierwszym, że często pod płaszczykiem naukowym robią piękne zdjęcia w niedwuznacznych miejscach. Z moich doświadczeń wynika, że nie ma lepszych i gorszych. We wszystkich zainteresowanych grupach funkcjonują czarne owce. Wszystkim przyda się odrobina zdrowego rozsądku i kubeł zimnej wody na głowę.

O ptaku

Kraska (Coracias garrulus), jeden z najbarwniejszych polskich ptaków, odchodzi z terenu naszego kraju. Właściwie należałoby powiedzieć, że ptak znika w zastraszającym tempie. W połowie XX wieku gatunek ten był w Poslce pospolity, w połowie lat osiemdziesiątych jego liczebność spadła do poziomu ok. 500 par. W chwili obecnej mamy w kraju kilkadziesiąt par lęgowych rozlokowanych na wschód od Wisły. To, co się dzieje w południowej Polsce znam z literatury, więc zainteresowanych odsyłam do bardzo znanej wyszukiwarki internetowej. W Polsce północno-wschodniej mamy trzy rejony występowania kraski: Podlasie (głównie region na południe od Białegostoku), Kurpie (obszar pomiędzy rzekami Omulew i Pisa) oraz Mazury ( obszar położony na północny-zachód od Szczytna ). Czasami pojawiają się sygnały o bytowaniu ptaków na terenach położonych wzdłuż Bugu, szczególnie pomiędzy Brokiem i Wyszkowem.
Kraska zamieszkuje charakterystyczny biotop. Gniazduje w dziuplach najczęściej w wierzbach, olchach oraz sosnach. Kraskowe drzewa rosną na łąkach, często w pobliżu lasu. Nie wiem czy dla kraski ma to jakieś znaczenie, ale prawie zawsze w pobliżu dziupli znajduje się las rosnący na suchym, piaszczystym podłożu. Mamy więc specyficzne połączenie – dziuplaste drzewa rosnące na łące graniczącej z suchym, sosnowym lasem. Często w okolicy cieków wodnych lub miejsc podmokłych. Czy jest jeszcze jakiś charakterystyczny element kraskowego krajobrazu, o którym nie wspomniałem? Oczywiście, napowietrzne linie kablowe. Jest to ulubione miejsce czatowania krasek. Jeśli połączymy te wszystkie elementy powstanie nam obraz często widywany w północno-wschodniej Polsce. Łączki podzielone miedzami, zakrzaczeniami śródpolnymi, rzeczkami i płotami z drutu kolczastego. Chciałoby się dodać wóz drabiniasty i rolnika w słomianym kapeluszu, ale to już nie te czasy. Tereny jednostajne z intensywną gospodarka rolną tych ptaków nie interesują. Dodam jeszcze, że kraski generalnie nie stronią od człowieka i zamieszkują dziuple w pobliżu dróg i domów. Dokładnie należy powiedzieć, że nie stronią od człowieka, który się nimi nie interesuje.
Jak wygląda kraska? Czy rzeczywiście jest taka piękna jak o niej mówią? Powiem krótko. Kraska piękną jest i basta. Jest bardzo kolorowa z dużym udziałem barwy niebieskiej. Posiada też seledyn, rdzawy brąz, szafir, czerń. Nie wymienię wszystkich odcieni, ale odsyłam do załączonych fotografii. Wydawać by się mogło, że kraska bardzo rzuca się w oczy, ale nie do końca tak jest. Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcia w środowisku sosnowym i brzozowym. Przez niewprawnego obserwatora ptaki raczej nie zostaną dostrzeżone i zidentyfikowane.
Po czym łatwo zorientować się, że w okolicy jest kraska? Oczywiście po głosie. Wiele źródeł podaje, że jest to głos podobny do głosu wrony siwej. Jeśli już to można zgodzić się w kwestii krótkiego odgłosu kontrolnego czy też sygnałowego jaki wydają kraski na swoim terytorium Jest to krótkie „krk”. Podstawowe głosy identyfikujące kraskę są niepowtarzalne, o ile mieszkająca w okolicy sójka nie podchwyci tej melodii. Jest to seria kraknięć, od kilku do kilkunastu, następujących bezpośrednio po sobie. Powiedzmy, że brzmi to tak: „ krakkrakkrekkrukkrakkrekkrrrakkrrukkrrek” ;-)
Nasze kraski generalnie odżywiają się bardzo przewidywalnie – polują na duże owady typu ważka lub pasikonik natomiast z poważniejszych dostępnych pokarmów wybierają żaby, które unoszą żywcem w powietrze i zabijają w swoim ulubionym miejscu, na przykład na szczycie słupa. Wiele źródeł podaje, że kraski chętnie zjadają małe gryzonie, ale podejrzewam, że są to głównie gryzonie wykładane na przynętę przez fotografów i to głównie na Węgrzech. Widziałem kraskę niosąca zdobycz mnóstwo razy i nigdy nie była to myszka. Mojej wystawionej na przynętę również nie chciała wziąć, ale być może dlatego, że w pobliżu kręcił się zaprzyjaźniony ornitolog, który skutecznie zniechęcił ptaki do takiej przekąski. Obserwując parę ptaków karmiących młode bezpośrednio przed wylotem z dziupli nazwałbym kraskę pogromcą żab. Znoszą ich mnóstwo.
Z tegorocznych obserwacji przytoczę ciekawostkę. Młode mieszkające w jednej dziupli były karmione przez kilka dorosłych ptaków. Myślę, że tych dorosłych ptaków było pięć a może sześć. Cztery widziałem jednocześnie wokół dziupli. Samica praktycznie nie polowała. Ewentualnie łowiła jakieś okazyjne kąski w bezpośrednim sąsiedztwie dziupli. Pozostałe ptaki podlatywały do niej ze zdobyczą by po akceptacji „towaru” wejść do dziupli. To, że wokół tego drzewa przebywa kilka ptaków wiedziałem od pewnego czasu, ale nie wiedziałem, jakie stosunki panują pomiędzy nimi. Przed wykluciem młodych oraz w pierwszej fazie karmienia gniazdująca para lekko atakowała intruzów. Pewnego dnia obserwowałem dwa ptaki siedzące przed dziuplą. Jeden trzymał w dziobie żabę. W tym czasie przyleciał trzeci, również przynosząc żabę. Usiadł kilka metrów wyżej. Pierwszy wleciał do dziupli i w tym czasie ten, który siedział wyżej zajął jego miejsce w kolejce. Po chwili była mała konfrontacja i ustalenie panującego status quo i kolejny ptak wleciał do dziupli z żabą. W tym czasie do drzewa zbliżała się już kolejna kraska z żabą. Dzięki takiej ilości dostaw udało mi się ustalić skąd pochodziły żaby. Mam nadzieję, że w przyszłym roku łowisko będzie w tym samym miejscu.
W tym roku przez przypadek udało mi się ustalić jeszcze jedną rzecz. Na łące, na której było setki drewnianych palików kraski wybierały w przeważającej większości te same kołki przez cały sezon. Oczywiście sytuacja była dynamiczna z uwagi na prace wykonywane przez rolników, ale czatownie z miesiąca maja były również wykorzystywane w lipcu.

O ochronie

Kraska jest gatunkiem ginącym w naszym kraju. Na razie przyczyny nie są znane. Jeden z głównych powodów, czyli brak siedlisk, uważam za całkowicie chybiony. Na Kurpiach i Podlasiu jest mnóstwo miejsc, których kraska mogłaby się osiedlić, gdyby chciała oczywiście. Być może miejsca te spełniają warunki możliwe do stwierdzenia gołym okiem natomiast negatywną rolę odgrywają inne czynniki, na przykład brak pokarmu. Po obserwacjach krasek w roku 2008 i 2010 wydaje mi się, że ilość żab jest wystarczająca do wyżywienia podrośniętych młodych natomiast mogą się pojawić trudności w wyżywieniu piskląt w pierwszym okresie po wylęgu, kiedy to kraski poszukują głównie prostoskrzydłych. Jest to uwaga nie poparta głębokimi badaniami a tylko obserwacją zaprzyjaźnionych par.
Jest mnóstwo potencjalnych dogodnych dla kraski siedlisk, ale nie wiemy, czy para, która straciła dziuplę na skutek na przykład wyrębu chce osiedlić się w pobliżu. Wydawałoby się, że tak, więc dlaczego ptaków ubywa? Przy tak małej populacji wzrasta znaczenie drapieżnictwa ze strony ssaków. Można założyć opaski ochronne na drzewa, ale jest pewien problem. Problem w dużej mierze typowo polski. Ptaków jest jak na lekarstwo i za wszelką cenę osoby znające lokalizacje siedlisk kraski starają się utrzymać te informacje w tajemnicy a oznakowanie drzewa byłoby ujawnieniem miejsca gniazdowania. Drodzy ornitolodzy, zastanówcie się czy dla kraski groźniejszy jest postronny obserwator, fotograf czy inny zapaleniec czy też może kot, kuna lub inny spryciarz? Swoją drogą to i tak pod wszystkimi dziuplami, które zlokalizowałem byli fotografowie i to nie regionalni entuzjaści, którzy byliby w stanie własnoręcznie zlokalizować dziuple tylko przedstawiciele krajowej śmietanki fotoprzyrodniczej, którzy w zdecydowanej większości nie musieli szukać dogodnych miejsc do fotografowania. Wiedzieli gdzie trzeba przyjechać. Pytanie zasadnicze jest następujące – jeżeli informacje o gniazdowaniu są tak mocno strzeżone, przyznam, że nawet moi przyjaciele zajmujący się kraskami nie zdradzili mi ani jednej lokalizacji i musiałem spalić kilka wiader paliwa aby coś znaleźć, to skąd człowiek z Wrocławia (przykład) może wiedzieć, pod które drzewo na Kurpiach powinien przyjechać? Nie będę odpowiadał.
W kwestii tajności, której do zeszłego roku byłem zagorzałym przeciwnikiem, po ostatnim sezonie nieco zmieniłem zdanie. Do tej pory uważałem, że fotograf przyrody nie może zrobić krzywdy krasce. Przecież jest to człowiek świadomy piękna i unikatowości tego ptaka. W tej chwili mam mętlik w głowie. Dlaczego? Już wyjaśniam. Pod jedną dziuplą umieszczoną dość nisko, a więc dogodnie dla fotografa, zobaczyłem kręcących się ludzi. Były to dwie osoby przygotowujące miejsce do zdjęć kilka metrów od drzewa zasiedlonego przez kraski. Podkoszona trawa, przygotowane paliki i nęciska. Jak zobaczyli parkujący samochód po prostu uciekli. Byli dobrze przygotowani. Mieli ze sobą tylko aparaty. Namioty, statywy i inny sprzęt zostawili w samochodach, przezornie nie zaparkowali ich w okolicy. Szykowali się na zdjęcia od świtu. Żałuję, że nie zrobiłem im zdjęć. Jeden na pewno miał Marka I i 500/4L. Jeżeli kolego przeczytasz ten artykuł to mam nadzieję, że za rok do nas nie wrócisz a jeśli już to nie w tym stylu. Kolega również bezpośrednio przy tej dziupli natknął się na fotografa, który podjechał sobie samochodem bardzo blisko. Zaznaczam, że dziupla nie była przy drodze a człowiek ten ma na swoim koncie wiele doskonałych zdjęć ptaków, również kraski, i musiał to zrobić w pełni świadomie. Mieszkańcy opowiadali, że jeden z fotografów wchodził na drzewo w tym miejscu. Z tej dziupli młodych nie było. Kolejna sytuacja, która bardzo mnie zirytowała. Obserwowałem parę karmiącą młode w dziupli na wysokości około jednego metra. Rewelacyjne miejsce do zdjęć. Sam się zastanawiałem czy się nie złamać, bo sytuacja była bardzo kusząca ale twardo sobie powiedziałem – przy dziupli czatowni nie będzie. Wyjechałem na urlop. Po powrocie dowiedziałem się, że była w tym miejscu bardzo dobrze przygotowana ekipa fotografów. Pojechałem tam niezwłocznie. Prawdopodobnie byłem jeden dzień po ich wyjeździe. W pierwszej chwili zaskoczyła mnie para krasek na drutach w okolicach dziupli. Była dziwnie podenerwowana. Pomyślałem, że może młode bardzo wcześnie wyleciały z dziupli. Chwile później znalazłem w odległości ok. 12-15 metrów od dziupli wykoszone kilka metrów kwadratowych łąki oraz ślady po patolach i nęciskach, wydeptaną trawę. Był już zmierzch. Wróciłem o świcie. Ptaków już nie było a w dziupli nie było lęgu. W tym roku wszyscy kurpiowscy ziomale trzymali się twardo zasady, że zaobserwowane stanowiska i informacje o kraskach podaje się tylko osobom zaangażowanym w ochronę kraski. Wielu znajomych fotografów była wręcz urażona odmową podania lokalizacji gniazdujących ptaków. Drodzy koledzy, z kilku przytoczonych wcześniej zdań wynika, że tak niestety musi być. Początek sezonu był bardzo optymistyczny. Ptaków przyleciało sporo. Oceniam, ze więcej niż się spodziewaliśmy ale udanych lęgów było niestety dużo mniej niż mogłoby być. Czy podane przeze mnie przykłady miały na to wpływ? Nie wiadomo, ale być może tak. W tym roku usłyszałem od doskonałego fotografa przyrody zdanie, które nie mieściło mi się w głowie. Powiedział on, że rywalizacja wśród najlepszych polskich fotografów przyrody jest bardzo duża i są takie osoby, które po zrobieniu wymarzonych zdjęć zrobią wszystko aby w tym miejscu już nikt nie osiągnął takich efektów. Puściłem tą historię między bajki ale po zdarzeniach przed kraskowymi dziuplami sam się zastanawiam, czy nie ma w tym odrobiny prawdy.
Odpuśćmy już fotografom a zajmijmy się teraz tymi „lepszymi” czyli osobami aktywnie chroniącymi kraskę, ornitologami. Zaznaczam, że nie chce nikogo konkretnego urazić. Raczej chciałbym aby osoby idące utartym szlakiem, który na 99% niewiele krasce pomoże, spojrzały na swoje działania nieco inaczej.
Mam wrażenie, że temat kraski jest traktowany typowo. Mocno biurokratycznie, papierkowo i statystycznie. Zdobycie dotacji i rozpoczęcie działań, lokalizacja dziupli, liczenie aktywnych par, sprawdzanie lęgów, obrączkowanie piskląt, czyszczenie dziupli, sprawozdanie i za rok to samo. Ornitolodzy piętnują fotografów za zbliżanie się do dziupli. Sami w imię nauki wyjmują pisklęta z dziupli w celu zaobrączkowania. Jaki efekt przynosi to działanie dla liczebności kraski? Chcemy sprawdzić czy ptaki do nas wrócą za rok, gdzie poleciały jeśli nie wróciły do nas, może ustalimy gdzie zginęły itp. itd. To jest bardzo ważne dla … badaczy ale dla populacji kraski raczej zdecydowanie mniej. Może nie wracają, bo je ktoś brutalnie z dziupli wyciągał. To oczywiście żart, ale pewności że tak nie jest nie mamy. Sugeruję, że wiele działań jest robionych w taki sposób, aby wszystko w miarę normalnie się toczyło. Ustalono pewien tok postępowania i najlepiej tego się trzymać. Można porównać tematykę ochrony kraski z budową dróg w Polsce. Robimy przetarg, wybieramy najtańszego wykonawcę i najtańszą technologię, bo tak robimy od lat. Potem psioczymy, na jakość dróg ale budujemy je w dalszym ciągu w ten sam sposób. Są osoby zaangażowane w ten proces, które w taki sposób spędzają życie i nie zależy im na jakiejkolwiek zmianie. Może to trochę za ostry przykład, bo wiele osób zaangażowanych w ochronę ptaków działa społecznie i przed nimi chylę głowę, wiedząc, że to właśnie dzięki nim dużo pozytywnych rzeczy jest robione.
O traktowaniu problemu kraski przez osoby mocno zaangażowane w jej ochronę przekonała się w zeszłym roku moja znajoma. Nie jest ornitologiem ani fotografem. Mieszka w pięknej okolicy i objeżdża z dziećmi na rowerach okoliczne drogi, dróżki i ścieżki. Trafiła kilka razy na kraskę siedząca na drutach. Sprawdziła w Internecie co to jest za ptak i sprawdziła znajomych i sąsiadów. Okazało się, że kraska siadała też na drutach dochodzących do domu położonego kilkaset metrów od jej posesji. Ptaki przebywały stale w tym rejonie. Co powinna zrobić w takiej sytuacji? Znaleźć w Internecie kontakt do osób zajmujących się ochroną tego gatunku. Tak też zrobiła. Odpisano jej, że w tym miejscu nie ma dziupli (notabene znajomość rozlokowania siedlisk fatalna, bo kraski w tym rejonie były od lat) i prawdopodobnie jest to gołąb siniak albo inny wynalazek. Ponieważ była pewna, że to kraska i upierała się przy swoim odpowiedziano jej, że owszem łaskawie mogą przyjechać jacyś studenci w celu zweryfikowania gatunku i zlokalizowania dziupli ale pod warunkiem, że ona zapewni im zakwaterowanie. I co Wy na to?
Kilka razy podawałem już próbę innego podejścia do tematu ochrony kraski. Zamiast wydawać pieniądze z różnych grantów na rutynowe działania ochronne kupmy co roku kilkadziesiąt par krasek lub kilkadziesiąt jaj w krajach, gdzie jest ona pospolita. Jeżeli na Kurpiach jest około dwudziestu par tych ptaków to wypuśćmy w przyszłym roku drugie dwadzieścia. Jeżeli można było kupić cietrzewie na Białorusi a jaja głuszców na Ukrainie i te ptaki zasiedlają nasze lasy to dlaczego nie można tego samego zrobić z kraską? Może warto spróbować? Argument, że kraski odlatują na zimę a kuraki zostają u nas do końca mnie nie przekonuje.

O obserwowaniu i fotografowaniu

Kraski obserwowałem wiele razy. Kiedyś, szkoda, ze nie robiłem wtedy zdjęć, znałem parę, która była prawie oswojona. Człowiek stojący w odległości 20m nie wpływał na za chowanie ptaków. Dziupla była przy wiejskiej drodze, przy chałupie. Był to jednak wyjątek. Kraski obserwują otoczenie i ludzi bardzo uważnie. Po zajęciu rewiru i poznaniu okolicy ignorują osoby, którym ptaki są obojętne, ale w pewien sposób odczuwają presję obserwatorów i w ich obecności zachowują się inaczej. W tym roku pozwoliłem sobie na kilka prostych doświadczeń prawie naukowych ;-)
W odległości około 30 metrów od dziupli pewien pan budował szopkę. Podjeżdżał traktorem, wyładowywał materiały, używał narzędzi, jadł kanapki. Kraska nie zwracała na niego uwagi. Pewnego razu przyjechał do niego na rowerze znajomy. Zapalili po papierosie, wypili po piwku. Kraski w tym czasie zachowywały się normalnie. Obserwowałem to miejsce z odległości 150-200 metrów z samochodu. Podjechałem osobiście. Porozmawiałem z gościem a po kilku minutach wyjąłem lornetkę i zacząłem przyglądać się ptakom. Samica została w dziupli a samiec ewidentnie zaczął okazywać brak zainteresowania swoim drzewem. Podobne zachowanie odnotowałem wielokrotnie. Obserwując kraskowe drzewo razem z ornitologami z odległości 100-150 metrów można było odnieść wrażenie, że samiec w ogóle nie zagląda do dziupli. Pewnego dnia zaniepokoiłem się, że być może ptaki nie złożyły jaj lub lęgi się nie powiodły. Samiec do wieczora przesiadywał na drzewach sąsiadujących z dziuplą. Następnego dnia przed świtem leżałem pod siatką w odległości trzydziestu metrów od drzewa. Kilka minut po godzinie piątej samiec wychylił się z dziupli. Popatrzył ciekawsko na świat. Pokrakał chwilkę poleciał na łowy. Wracał co dwadzieścia, trzydzieści minut. Po południu ptaki były obserwowane przez ornitologów. Samiec podobnie jak poprzedniego dnia oblatywał okoliczne drzewa. W innych lokalizacjach było podobnie. Wniosek dla mnie jest jednoznaczny. W czasie toków, okresie wysiadywania jaj oraz być może wczesnego wylęgu ptaki są bardzo ostrożne. Reagują na każdy, widoczny przejaw zainteresowania nimi. Sytuacja zmienia się, gdy zaczną na dobre karmić młode. Z odległości kilkudziesięciu metrów można śmiało obserwować ptaki. Dajmy im więc więcej swobody w pierwszych tygodniach ich przebywania w naszym kraju.
Czy fotografować kraski w tak trudnej dla nich sytuacji? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Jak to robić? Przede wszystkim są duże możliwości zrobienia interesujących zdjęć z samochodu czy na spacerze w miejscach, w których czatują i polują. Dobrze jest mieć kierowcę. Wtedy szanse powodzenia znacznie rosną. Moim zdaniem dopuszczalne jest również zrobienie zdjęcia z samochodu w okolicach dziupli, w okolicach nie znaczy podjeżdżając pięć metrów od dziupli, zatrzymując się na chwilę. Szybka seria i odjazd. W takiej sytuacji często ptak nawet nie odlatuje. Dotyczy to jednak tylko dziupli położonych przy ruchliwych drogach publicznych. To bardzo ważne, gdyż tylko w tych miejscach ptaki są przyzwyczajone do ruchu samochodowego. Nie wolno tego robić w lokalizacjach spokojnych i odosobnionych tak jak zrobił to człowiek opisywany wcześniej. Nie powinno się parkować samochodu w okolicach dziupli na dłuższy czas ponieważ, jak wspominałem wcześniej, dłuższa obecność w rewirze człowieka wykazującego zainteresowanie ptakami działa na nie wyraźnie irytująco. Jest tak przy odległości kilkudziesięciu, czy nawet ponad stu metrów więc przy znacznym skróceniu dystansu może być tylko gorzej.
Czatowanie to na pewno sposób na najlepsze zdjęcia i większość fotografów tylko taka opcję przyjmie. Czy wobec tak cennego gatunku powyższy sposób fotografowania jest odpowiedni? Na pewno tak. Czatownia zasiedlona przed świtem jest dla krasek całkowicie bezpieczna. Jest jedno „ale”. Szanowni koledzy, stawiajmy budy w odległości co najmniej kilkudziesięciu metrów od drzewa z dziuplą. Z tego co wiem, większe szanse powodzenia są na łowiskach najdalej oddalonych od dziupli. Może ptaki są mniej ostrożne? Jeżeli skracamy dystans to tylko po stronie przeciwnej do wylotu z dziupli. Jest to mniej stresujące dla ptaków.
Niestety prawda jest taka, że wiele, a być może większość, zdjęć najlepszych fotografów powstała przy dziuplach. Niektórzy przyznają się do tego publicznie inni zdecydowanie zaprzeczają. Słyszałem plotkę, że są robione zdjęcia przy dziuplach w celu opracowania folderów na temat ochrony kraski. Jeśli to prawda to uczestniczymy w jednym wielkim absurdzie dotyczącym ochrony tych ptaków. Jak zwykle w naszym kraju są Ci, którzy pomimo zakazów mogą coś robić w imię wyższych celów. Czyżby nie było wystarczająco dużo zdjęć kraski do opracowania folderu? Czy nie można tych zdjęć robić z dala od dziupli? Pewnie można, ale przecież można dostać zezwolenie i nie oglądać się na zakaz. To jest dopiero nobilitacja!

Zakończenie

Kraska jest piękna, jest gatunkiem ginącym, jest warta ochrony i ocalenia, jest warta, aby dać za jej zdjęcia „krew, pot i łzy”. Mój dziewięcioletni synek widział już nie raz kraskę. Mam nadzieję, że będzie w stanie pokazać ją swojemu synkowi w tym samym miejscu, w którym obserwował ją razem ze mną.

Suplement 2011 

Powyższy tekst powstał w roku 2010 i był opublikowany na mojej poprzedniej stronie internetowej. Postanowiłem przenieść go w niezmienionej formie dodając kilka słów na zakończenie.
Co się zmieniło w ciągu ostatniego roku? Przede wszystkim koledzy „kraskowcy” rozpoczęli dokarmianie ptaków. Myślę, że proces ten, jeżeli będzie rozsądnie prowadzony, będzie miał pozytywny wpływ na ptaki. Moje subiektywne zastrzeżenia budzi jedynie dokarmianie par, które bardzo dobrze sobie radzą ze zdobywaniem pokarmu oraz dokarmianie młodych ptaków po wylocie z dziupli, ale być może niepotrzebnie uważam takie postępowanie za niepoprawne.
Na pewno warte uwagi jest poświęcenie wolontariuszy, którzy muszą w takiej sytuacji wykonywać swoja pracę systematycznie, co w dzisiejszych czasach dla większości z nas nie jest łatwe.
W tym roku podpisywaliśmy petycję do władz Cypru w sprawie zaprzestania rzezi ptaków na tej wyspie. Prawdopodobnie ukierunkowanie całej energii związanej z ochroną ptaków w Europie na tematykę corocznej rzezi milionów ptaków w basenie Morza Śródziemnego dałoby większy efekt niż lokalne działania na terenach lęgowych. Uratowanie jednej pary na Kurpiach to kropla w morzu w porównaniu z zamordowaniem tysięcy krasek na południu Europy. Tym nie mniej ta jedna para również jest warta zachodu.
Poruszę ponownie temat fotografowania krasek. W dalszym ciągu widzę duże uprzedzenie osób związanych z ochroną ptaków do fotografów. Pomijając rażące przypadki jest to antypatia zupełnie bezprzedmiotowa. Pretensje o ustawienie czatowni oddalonej o sto lub więcej metrów od dziupli to w sytuacji, kiedy dużo bliżej pojawia się w ciągu dnia kilkadziesiąt osób, totalny absurd. Tym bardziej, że bardzo często osoby zajmujące się kraską przebywają dużo bliżej drzewa niż fotograf starający się sfotografować ptaki. Nie mam tu na myśli czynności niezbędnych do wykonania założonych zadań związanych z ochroną ptaków tylko przedłużające się wizyty kontrolne, pogaduszki w okolicy dziupli itp. Dla kraski nie ma to znaczenia, czy pod dziuplą przebywa grupka ornitologów, fotografów, czy modlących się mieszkańców okolicznych wsi.
Na zakończenie powiem coś optymistycznego. Nasze kraski w tym roku dały radę. Młodych było całkiem sporo. Pierwszy raz w życiu widziałem stojąc w jednym miejscu 13 krasek. Miałem wątpliwości, ale teraz jestem pewien. W tej grupie było 9 młodych, tegorocznych ptaków oraz dolatujące, dokarmiające je dwie dorosłe pary. W jaki sposób te grupy się połączyły nie wiem. Prawdopodobnie jedna grupa rodzinna zamieszkiwała ten teren a druga trafiła do niego z sąsiedztwa. Kolejnego dnia ptaki były już rozrzucone na dużym terenie.
Mam nadzieję, że rok 2012 będzie przełomowy i populacja kraski wejdzie w nowy, wzrostowy okres.

Bonus Track 2011

Czy czegoś jeszcze o kraskach nie napisałem? Na pewno. Jednym z pominiętych tematów jest obserwacja tokujących ptaków. W całym zamieszaniu wokół tego gatunku być może jest to temat tabu. W tym roku zaskoczyłem sam siebie i na moment zmieniłem się z fotografa rządnego zdobyczy w pokornego obserwatora przyrody chłonącego czar chwili. Czy było warto? Myślałem o tym nie raz, ale uważam, że tak trzeba było zrobić. Być może dzięki powściągnięciu fotograficznych zapędów wykluło się kilka pięknych, młodziutkich ptaszków? Sami ocenicie za chwilę…
Kraski tokują pokazowo i dynamicznie. Widać, a przede wszystkim słychać, je z daleka. Loty nurkowe samca są bardzo widowiskowe. Okraszone dużą dawką krakliwego śpiewu trwają często kilka godzin. Przerywane są obłaskawianiem samicy przekąskami. Generalnie jest taki okres, w którym samica tylko siedzi w wybranym miejscu a samiec donosi jej pokarm. Bardzo często obserwatorzy uważają, że tak właśnie tokują kraski. To jednak nie jest dokładnie tak. Na początku okresu dokarmiania jest kilka dni, w których ptaki zachowują się bardzo ekspresyjnie a samica wcale tak bardzo chętnie nie bierze byle jakich robali przyniesionych przez samca. On się stara przynieść coś dobrego i dodatkowo przylecieć w jak najbardziej oryginalny sposób. Wydaje, a raczej wydawało mi się, że poszczególne pary mają swój specyficzny sposób tokowania. Jest to albo cecha danej pary albo określonego stanowiska, ukształtowania terenu, drzew, słupów. Pierwsze kraskowe toki obserwowałem z wysokiego nadrzecznego wału. Naprzeciwko mnie było kraskowe drzewo, o czym w tym momencie jeszcze nie wiedziałem. Była to bardzo niska, stara wierzba a dziupla była na wysokości poniżej dwóch metrów. Drzewo rosło przy samej drodze. Wokół rosły wyższe drzewa a trasa dolotu do dziupli była trochę skomplikowana. Takie miejsce gniazdowania krasek jest bardzo rzadko spotykane. Samica siadała na suchej gałęzi w pobliżu dziupli na wysokości ok. 3 metrów. Spacerowałem grzbietem wału. Było ciche, sielskie, ciepłe i bezwietrzne popołudnie. Nic się nie działo. Lornetka ciążyła zupełnie nieprzydatna, bo nie było nic do obserwowania. Położyłem się na chwilę na zboczu wału, aby skonsumować małe co nie co bez nadziei na jakiekolwiek ciekawe zdarzenie. Słońce świeciło mi w twarz. Co mnie podkusiło, aby iść kilka kilometrów wzdłuż rzeki zamiast pić kawkę przed telewizorem nie wiem, ale na pewno było to to samo co skłoniło Was do czytania tego tekstu…
Leżę, baton się kończy, picie też. Nagle jak grom z jasnego nieba krakrakrekrekrakrrrrukrakre krakkkk….. Poderwałem się momentalnie, ale nic nie zdążyłem zobaczyć. Stało się jasne, że coś się tu dzieje. Czekam….. minął kwadrans. Czekam….. krakrakrekrekrakrrrrukrakrekrakkkk – jest….. tylko gdzie? Chyba pomiędzy mną a słońcem. Szybki spacerek w celu zmiany kąta obserwacji. Kilka minut i jest kraska. Łaaaaaaaa to było piękne. Ptak spadający praktycznie pionowo z wysokości kilkudziesięciu metrów i wpadający pomiędzy drzewa. Wypatrzyłem dokładnie, w którym miejscu kraska znikała między drzewami. Następnego dnia toki trwały dalej. Poczekałem aż ten gorący dla ptaków okres się skończy i ruszyłem, aby sprawdzić gdzie rośnie kraskowe drzewo. Rosło na skraju gruntowej drogi. Przejeżdżałem tamtędy nie raz. Mało tego, stojąc obok tego drzewa obserwowałem dudki. Dziupla była nie widoczna z drogi. W kolejnym roku usiadłem sobie pod odpowiednim kątem i obserwowałem toki. Samica siadała na suchym konarze a dolot do tego miejsca był możliwy praktycznie tylko od góry lub zupełnie od dołu. Samiec tokował pikując prawie pionowo w dół. Inne pary robiły to inaczej. Najczęściej samiec podlatywał do samicy pod kątem około trzydziestu stopni od dołu lub z góry. Samica kokietująca samca w kulminacyjnym momencie toków siedziała na wyeksponowanym konarze lub na czubku młodej sosny. Ta druga wersja zawsze wydawała mi się mało komfortowa, ale jednak widziałem ptaki w takiej sytuacji kilka razy.
W tym roku obserwowałem ptaki tokujące na linii energetycznej. Samiec latał poziomo na wysokości siedzącej samicy. Myślicie, że każda para ma swój własny styl odbywania godów? Uważam, że wszelkie teorie amatorskiego obserwatora mogą być ciekawe, ale tak naprawdę to wszystko zależy od tego, gdzie usiądzie samica.
Tegoroczny przypadek opiszę dokładniej. Mając wolną chwilę wyskoczyłem na majową wycieczkę po kurpiowskich szlakach. Postanowiłem odwiedzić moją ulubioną parę krasek. Niestety czekała mnie niemiła niespodzianka. Ptaków nie było. Postałem sobie ponad godzinę z lornetką i nic. Szkoda. Pojechałem szukać gdzie indziej. Około kilometr dalej zauważyłem kraskę na linii energetycznej. Widziałem je tam wiosną poprzedniego roku, ale potem gdzieś zniknęły. Stanąłem samochodem pod drutami i uchyliłem okno. Było ciepło, przyjemnie. Odchyliłem oparcie i wziąłem lornetkę. Ptak siedział około sto metrów ode mnie. Postanowiłem nie wysiadać i zobaczyć, co się będzie działo. Po kilku minutach usłyszałem krakania i odzew samiczki. Nadleciał samiec z pasikonikiem. Samiczka mocno ociągała się zanim przyjęła prezent. Para powoli zaczynała się przytulać i odchylać głowy – czy za chwilę będzie „ten moment”? Będę tak blisko? Nagle ptaki przeszły z aktywnych krakań na krótkie głosy nazywane przeze mnie kontrolnymi. Coś było nie tak. Patrząc od mojej strony kilkaset metrów za kraskami były zabudowania. Od zabudowań coś się przesuwało wzdłuż drutów…
Najpierw poczułem irytację, ale potem aż się roześmiałem. Jakbym widział siebie z niezbyt odległej przeszłości. No cóż, człowiek uczy się całe życie i nie ma co się tego wstydzić. Wzdłuż linii energetycznej szedł ktoś z lornetką i aparatem. Narzucił na siebie coś na kształt ghillie suit i udawał, że go nie ma. Po wielkości obiektywu, prawdopodobnie 70-300, oraz po ruchach, w których czuć było napięcie jednego z pierwszych podchodów do tak mocno wymarzonych trofeów poznałem, że to osoba stawiająca pierwsze kroki w fotografii przyrodniczej. Oczywiście spłoszył ptaki, co było, jak się później okazało, bardzo dla mnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Kraski przeleciały nad moim samochodem i usiadły dwadzieścia, może trzydzieści metrów ode mnie. Nie miałem zamiaru ich fotografować, ale na wszelki wypadek przygotowałem aparat. Polowy fotograf lustrował mnie przez lornetkę i widząc chyba, że też mam aparat zatrzymał się. Ja już na pełnym luzie, hahaa łatwo powiedzieć jak się widzi kraski siedząc w samochodzie po raz n-ty, rozłożyłem się w fotelu i patrzę. Minął kwadrans, może ciut więcej. Po tych kilkunastu minutach nicnierobienia poza wydawaniem głosów kontrolnych, które bardzo lubię słyszeć w pobliżu, samiec jakby wybuchnął energią i zaczęło się. Po kilku nalotach pełny luz przeszedł w udzielające się wokół podniecenie. Chwyciłem aparat marnujący się na fotelu obok i wycelowałem prze okno w stronę ptaków. Nic sobie z tego nie robiły a przynajmniej tak mi się wydawało w tamtym momencie. Na szczęście człowiek „siatka maskująca” okopał się na swoich pozycjach prawie dwieście metrów za mną. Samiec dosłownie szalał. Latał dookoła, przelatując najczęściej nad moim autem, robił kilka kółek kracząc mi nad głowa i wracał. Co kilka takich przelotów próbował coś upolować. Ostatnie zdjęcia z serii prezentowanych obok to właśnie dokumentacja tych chwil. Na ostatniej fotografii widać wyraźnie, że samiec próbuje coś ze swoją panią wykombinować, ona nie jest temu przeciwna, ale jednak do finału nie dochodzi. Przeanalizowałem całą sytuację i doszedłem do zaskakującego wniosku. Do momentu, kiedy siedziałem w samochodzie i obserwowałem sobie ptaki gołym okiem wszystko było ok. Od chwili, kiedy zacząłem robić zdjęcia samiec robił kółka nad samochodem głośno kracząc. Jednak ptaki nie odlatywały, więc miejsce musiało im pasować. Pewnie ja im nie pasowałem. Myślę, myślę…. Zapalenie samochodu w takiej chwili mogłoby mieć zgubne skutki. Pomyślałem, że jak zrezygnuję z fotek to może w zamian za to kraski popracują nad produkcja piskląt. Tak tez zrobiłem. Aparat położyłem na podłodze i powolutku zamknąłem okno. „Człowiek siatka” rozstawił lunetkę i normalnie trwał przy niej jak przyklejony. Ja również przykleiłem się do fotela. Ręce położyłem nieruchomo. Nie uwierzycie … nie minęło dwie, trzy minuty i zaczęła się akcja. Patrzyłem na sceny dla dorosłych w wykonaniu egzotycznych aktorów a aparat kurzył się na podłodze. Miałem chwile zwątpienia i pomyślałem o szybkiej serii, ale moje lepsze ja na szczęście wygrało i ptaki spokojnie działały. Przyznam szczerze, że jeśli każde podejście było sukcesem to ten samiec miał kondycję. Nie żałuję tych zdjęć. Ile osób widziało polskie kraski w czasie toków z odległości trzydziestu metrów? Ta świadomość oczywiście jest niewycenialna na publicznych forach tak jak by to było ze zdjęciem, ale dla mnie ma swoją unikatową wartość. A zdjęcie zrobi się może kiedyś przy okazji i w sposób nie wpływający na zachowanie ptaków, czego sobie i Wam życzę.
Darmowe strony internetowe dla każdego