KRASKA 2012 - TŁUSTY ROK

Minął kolejny rok spotkań z kraską. Dla mnie był on zupełnie inny od poprzednich. W „Kraskolandzie” pojawiłem się dopiero około połowy lipca. Dałem ptakom od siebie odetchnąć. Obserwować, fotografować i pisać już w tym roku nie zamierzałem. Nie wytrzymałem jednak i wyskoczyłem żeby chociaż godzinkę z nimi pobyć, popatrzeć z daleka. Tak naprawdę to impuls dali przyjaciele, którzy przejechali kawał drogi aby sobie porandkować z kraskami. Przy okazji pozdrawiam z Kraskogrodu Tomka i Łukasza. Dzięki, że wyrwaliście mnie choć na chwilę z szarej codzienności :) Oczywiście kraska to tylko pretekst do spędzenia kilku chwil z gąsiorkami, dudkami, derkaczami, srokoszami, skowronkami i pozostałym dobrodziejstwem kurpiowskiego inwentarza.

Wracając do głównego tematu… zasiane ziarenko „chciejstwa” kiełkowało i bardzo chciałem mieć w końcu kraskę kilka metrów przed obiektywem. I wszystko jasne, tylko jak to zrobić nie płosząc i nie denerwując ptaków? 

Jest takie miejsce, gdzie ptaki siadają na palikach … większa część Równiny kurpiowskiej. Tysiące palików. W sytuacji kiedy na kilkusethektarowej łące mającej w swoim posiadaniu tysiąc siedemset sześćdziesiąt dwa paliki możemy fotografować wiele różnych gatunków ptaków trafienie wybranego gatunku nie jest łatwe ale za to trafienie gatunku, którego nie miało się w planach jest możliwe. Na palikach siadają skowronki, gąsiorki, pliszki oraz ciekawsze gatunki takie jak kszyki, kuliki, dudki, srokosze, błotniaki, myszołowy... Jest też szansa, że usiądzie kraska. W tej kwestii Kurpie mają moc. Wystarczy zamaskować się i poczekać. Prościzna, prawda? 

Palików wokół są setki a nastawić się trzeba na jeden. Żeby nie było łatwo mi marzyło się zdjęcie, haha pewnie jak większości z Was, nie takie palikowe, chociaż takie również, tylko takie nalatujące dynamiczne. Kraska, która hamuje skrzydłami przed obiektywem. Pomysł był .. Czasu na realizację zostało jak na lekarstwo ponieważ kraski były już na wylocie. W grę wchodziło tylko kilka najbliższych dni. Jak to zrobić aby nie płoszyć ptaków w czasie fotografowania?
Zauważyłem pewną prawidłowość. W zależności od tego gdzie pojawią się ludzie ptaki albo zmieniają zachowanie albo ich ignorują. Powiecie, że to żadne odkrycie. I ogólnie macie rację, tylko że w przypadku krasek wystarczyło przesunięcie się o kilka metrów. Zaznaczam, że mówimy o miejscach oddalonych od dziupli o 200-300 metrów w terenie ogólnie dostępnym. Ustawiłem sobie krzesełko w krzakach w dość znacznej odległości od dziupli i rozpocząłem obserwację. Wnioski z kilku godzin spędzonych w kurpiowskich zaroślach były nieco zaskakujące. Były miejsca, w których pojawienie się ludzi powodowało, że ptaki omijały je z daleka a były takie, w których obecność człowieka była im obojętna. Nie ważne kim byli reprezentanci gatunku ludzkiego i czym się zajmowali. Obserwowałem ludzi, którzy przyszli po krowy. Dorosły człowiek i dwójka małoletniej młodzieży. Usiedli w trawie niedaleko miejsca, gdzie w tym roku leżało zwalcowane siano. Kraski dość często odwiedzały tą okolicę ale z chwilą przybycia „dwunogów” przestały przylatywać. Po około trzydziestu minutach mężczyzna wstał, podszedł do krów, podrapał krasulę i usiadł dwadzieścia, może trzydzieści metrów dalej od poprzedniego miejsca. Dzieciaki podbiegły do niego. Ptaki bez cienia lęku zaczęły siadać w trawie. Gdyby robili zdjęcia i posiadali obiektyw 500-600mm to mieliby genialne zdjęcia fotografując … bez jakiegokolwiek maskowania i przygotowania !!! Ważne było to, że ludzie zmienili lokalizację ale nie oddalili się od miejsc żerowania a ptakom przestało to przeszkadzać.

Mając to na uwadze następnego dnia przed świtem ustawiłem czatownię na łące ale nie w miejscu, gdzie najczęściej siadały kraski tylko dalej. Było tam miejsce, w którym żerowały gąsiorki a ponieważ od dawna miałem chęć na ich fotografowanie to ta lokalizacja bardzo mi odpowiadała. Jeżeli sfotografowanie kraski w miejscu, gdzie ptaki przebywają często nie jest łatwe to może uda się tam, gdzie ich najczęściej nie ma? To kuriozalne podejście aby ustawić się w miejscu, gdzie kraski potencjalnie nie siadają było strzałem w dziesiątkę. Okazało się, że czatownia nie tylko nie przeszkadzała kraskom ale nawet zaryzykuję stwierdzenie, że je przyciągała. Moja czatownia w niedługim czasie stała się również ich czatownią. Siadały w trawie kilka metrów od niej. To było przemiłe ale fotograficznie mało ekscytujące ponieważ byłem przygotowany na perspektywę „palikową”. W pewnym momencie kraska wylądowała pod sama budą. Przechyliła główkę, spojrzała w górę i ziuuum usiadła na czatowni. Chyba miała robaki bo nie mogła ustać w miejscu, ciągle słyszałem drapanie pazurków nad głową. Tupała, podskakiwała. Na chwilę znieruchomiała … co oczywiście mogło znaczyć tylko jedno … zostawiła na czatowni pamiątkę ;-) To było ważne wydarzenie. Znaczyło, że czuje się dobrze, bezpiecznie. Po chwili zaczęła krakać. Najpierw krk… krrrk a po kilku takich kraskowych słowach pojechała na całego krakrakrekrukkraakrekraaakreeekrakkraaa. Jejuniu jakie to głośne jest :) Siedziałem jak trusia, zero ruchu, żeby jej nie spłoszyć. Nagle usłyszałem od przodu krrk. Przyleciała druga. Usiadła na paliku. Szkoda mi było zdjęć ale też ciekawy byłem jak się rozwinie sytuacja więc obserwowałem dalej nic nie robiąc. Po chwili ptaki zaczęły żerować. Ignorowały zupełnie moją obecność. Gdyby była lepsza pogoda mógłbym zrobić sporo zdjęć ale przeżycia i tak były rewelacyjne. Gąsiorki tego dnia nie dopisały…

Powyższe zdarzenie jest również ciekawe z poznawczego punktu widzenia. Miejsce bez czatowni nie było zbyt atrakcyjne dla krasek i nie szukały w nim pożywienia. „Stóg siana”, który pojawił się w nocy okazał się dla nich niezwykle atrakcyjny. Był wyższy od palików o kilkadziesiąt centymetrów co od razu przypadło krasulkom do gustu. Prawdopodobnie, gdyby na łąkach w okolicach dziupli i budek porozmieszczać czatownie nieco wyższe od lokalnych zarośli okolica zyskałaby na atrakcyjności dla krasek.

Kolejny raz wyjeżdżam przed świtem. To chyba już ostatnia szansa w tym sezonie. Jadę … mgła jak mleko. Wyjeżdżam z lasu na łąkę i widzę … że nic nie widzę. Łąki nie ma, cała we mgle. Jeszcze ciemnawo jest. Czekam na skraju lasu. Zjadam śniadanko i zniechęcony kombinuję z jakimiś fotkami krajobrazowymi. Przez mgłę zaczyna przebijać się Słońce. Dojeżdżam do łąki i co widzę? Potężna rosa na trawie i kąpiące się w niej kraski. Chwytam lornetkę. Widok niesamowity. Caluteńkie mokre. Cichutko pokrakujące z zadowolenia chyba. Niesamowity widok. Od tego momentu moim marzeniem jest zrobienie zdjęcia kraski otrzepującej z traw kropelki rosy. Czy one piją rosę? Zauroczony chwilą bałamucę kolejne kilkanaście minut. Jest już późno ale najlepszego światła i tak bym nie miał bo mgła zabrała wszystko. Kraski też jeszcze nie żerują. Jest tylko jeden problem … bardzo mało czasu. Szybko się rozkładam i czekam. Mgła momentalnie opada. Gąsiorki żartują sobie ze mnie lądując w cieniu czatowni zamiast na paliku. Dowcipne są bardzo. W ciągu pół godziny odwiedziły mnie kilkanaście razy i były za blisko i za nisko na zdjęcia. Łobuzy… jak to dzierzby ;-) Kraski przelatują nade mną na dalszą część łąki. Jeden ptak wraca tą sama drogą. Leci może dziesięć metrów nade mną. Drugi dwie, trzy minuty po pierwszym. Jest już pewnie około siódmej ale 25 stopni jest już na pewno. Robi się gorąco. 

Ktoś zgadnie co się stało? W czasie jak przestawiałem obiektyw do bocznego okienka na paliku usiadła kraska. Za chwilę druga pięć metrów w bok ode mnie. Kolejny raz okazało się, że czatownia w tym miejscu w ogóle im nie przeszkadzała. Niesamowite uczucie. Nadzieje rosły szybciej niż rozwój sytuacji na przedpolu. Kraski latały przy mnie ale na wybrany palik nie chciały ponownie usiąść. Jaka była tego przyczyna? Chciały siadać na mojej czatowni i dlatego miałem problem ze złapaniem ich w kadrze bo podlatywały za blisko. Moje nikłe umiejętności nie pozwalały na zrobienie zdjęcia. Ptaki leciały nad samą ziemią i w ostatniej fazie lotu przed budą wystrzeliwały ostro w górę i dawały po hamulcach w ostatniej chwili. Kto obserwował kraski ten wie jaka to jest trajektoria lotu. Musiałbym mieć krótkiego zooma ale… nie miałem, został w domu jako potencjalnie zbędny balast. Poza tym ptaki nalatywały na mnie z boku. Daleko z lewej w bocznym okienku widziałem miejsce, z którego startowały. Leciały prosto na moją budę a ja byłem ustawiony prostopadle to kierunku ich lotu. Fotografowanie z bocznego okienka było bardzo niewygodne a dodatkowo zbyt już wysokie słońce uniemożliwiało zrobienie zdjęć. Przestawiłem się na frontowe okno z nadzieją, że może w końcu podleci chociaż jedna od przodu. I w końcu coś załopotało przede mną i automatycznie zrobiłem zdjęcia. To była chwila i nie wiedziałem nawet co mogło mi się udać a co nie. Bałem się zerknąć na LCD. Już kilka takich sytuacji w życiu zepsułem. Zawsze można było zrzucić wszystko na słaby sprzęt. Ale może tym razem… Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Jest ostra fota, skrzydła nie ucięte. Nareszcie. Znajdzie się kilka osób, które powiedzą, że jakby główka bardziej w bok albo dzióbek bardziej w dół a skrzydełko może ciut szerzej…. A niech sobie mówią. Co mi tam. Jedna fota a tyle radości. Obserwowałem tą parę od czterech lat. Może w końcu mnie zaczęły lubić? Za dwa dni spróbowałem zrobić poprawkę ale niestety nie była udana... z fotograficznego punktu widzenia ale przyrodniczo było super. Młode były na zewnątrz. Nie warto było ich stresować chociaż zdobycz wydawała się łatwa. Odpuściłem penetrowanie okolicy. Popatrzyłem z daleka jak rodzice się cieszą ze swoich pociech. Posłuchałem krakania. Pożegnałem się z nadzieją na spotkanie w przyszłym roku. Przy okazji poznałem zacną ekipę fotoprzyrodniczą z centralnej Polski. Bardzo podekscytowani spotkaniem z kraskami szykowali się do podchodu do młodych siedzących dość nisko na drzewach na ścianie lasu. Po grzecznościowej wymianie zdań i chwili dyskusji z ochotą zamienili aparaty na lornetki i z bezpiecznej odległości przez kilka godzin obserwowali przepiękny przyrodniczy spektakl w którym dwójka dorosłych ptaków dokarmiała piątkę młodych rozproszonych na przestrzeni kilkuset metrów. Jestem pewny, że zapamiętają te chwile bardzo długo pomimo braku zdjęć.

A propos fotografów stresujących kraski miałem jeszcze jedno ciekawe zdarzenie. Obserwowałem sobie ptaszki przez lornetkę stojąc w oddaleniu na skraju lasu. Nagle w pobliżu dziupli zaparkowały dwa samochody. Drzwi się otwierają i wysypuje się towarzystwo z torbami fotograficznymi. Wyjmują sprzęt żywo dyskutując, śmiejąc się. Są bardzo dynamiczni i głośni. Ruszają ostro w stronę miejsca dokarmiania ptaków. Myślałem, że zatrzymają ich druty kolczaste ale nie zatrzymały. Ruszam szybko w ich stronę. Coś tu jednak nie gra. Ekipa zachowuje się jakoś dziwnie. Zerknęli na świerszcze i … zaczęli chodzić wokół krzyża. Podszedłem do nich. Przywitaliśmy się. Zauważyłem w ich twarzach ekscytację, zadowolenie ale nie było to chyba związane z kraskami. Podobna ekscytację widać pewnie w moich oczach w momencie, kiedy na patolu przede mną siada wymarzona modelka. Poprosiłem ich abyśmy odeszli na bok zanim zaczniemy pogawędkę. Wytłumaczyłem im o co chodzi z kraskami a oni zrobili wielkie oczy, przeprosili zapewniając, że pierwszy raz słyszą o krasce. Okazało się, że są wielbicielami sakraliów i przejechali 500km aby na Kurpiach fotografować przydrożne krzyże, kapliczki i inne świętości. Teraz ja miałem wielkie oczy. 500km przejechać, żeby na przykład żołnę sfotografować to rozumiem ale żeby drewniany krzyż przy drodze … tak to w życiu jest, jeden znaczki hoduje drugi rybki zbiera i nie ma co się dziwić, każdy robi to co lubi ;-)

Nie zrobiłem wielu zdjęć ale jedno ze zrobionych w tym roku jest moim ulubionym. Uznaję więc rok 2012 za tłusty … w dziedzinie fotografii.

Dla krasek był to również tłusty rok za sprawą kolegów działających w programie aktywnej ochrony kraski na Równinie Kurpiowskiej. Kilkanaście par otrzymało darmową stołówkę w postaci świerszczy hodowlanych. Jeżeli przyczyną odchodzenia krasek są braki pokarmu na naturalnych żerowiskach to jest to prawdopodobnie dobra alternatywa. Niektóre pary potrafią zanieść do dziupli kilkadziesiąt robali w ciągu pół godziny. Oby pisklęta nie były zbyt tłuste :) Przy okazji dowiedziałem się, że na głównym żerowisku fotografowanej pary brakuje świerszczy, które są głównym pożywieniem kraski. To ciekawa informacja. Najczęściej widywałem kraski z pasikonikami lub żabami. Być może dlatego, że świerszczy jest za mało. Z drugiej strony wymieniliśmy uwagi na temat bardzo ciekawej lokalizacji, w której od kilku lat nie było sukcesu lęgowego. W sąsiedztwie dziupli jest łąka zadeptana przez świerszcze a kraski szukają pożywienia w innych miejscach. Nie takie to wszystko proste jest jakby się wydawało. 

Kolejna pozytywna cecha 2012 roku, to zachowanie fotografów. Mam na myśli rejon w okolicy Ostrołęki. Brawo drodzy przyjaciele, koledzy, znajomi i nieznajomi. Sporadyczne przypadki, czasem też dyskusyjne, niewłaściwego zachowania nie przesłaniają pozytywnego wizerunku jaki pozostawiliśmy po sobie pomimo tego, że znajdują się malkontenci, którzy twierdzą inaczej. Większa ich część w życiu nie była na Kurpiach. Wiem, że to nic nie pomoże bo niektórzy zawsze muszą krzyczeć ale apeluję – jeżeli przyrodniku, fotografie, obserwatorze, filmowcu, strażniku przyrody … nie widziałeś i nie wiesz co się dzieje nie powielaj błędnych opinii w sieci. Przyjedź, zobacz i wtedy zdaj relację z tego co zobaczyłeś. W porównaniu z poprzednimi latami było o niebo lepiej. Na pewno w dużej części jest to efekt tego, że rozmawiamy, dyskutujemy a nawet kłócimy się. Czyli można uznać, że w temacie naszego zachowania również 2012 roku był rokiem dobrym, czyli tłustym. 

Pomijam w tym miejscu kwestię wycieczek, w których uczestniczą ptasiarze płacąc ciężkie pieniądze za podwiezienie pod dziuplę kraski. Chciałbym aby nie łączyć ludzi podobnych do mnie z tym towarzystwem. Wycieczkami zajmują się profesjonaliści często związani zawodowo z ornitologią i ochroną ptaków. Często w sieci wrzuca się do jednego worka fotografów amatorów i ekipy wycieczkowe co jest dla wielu osób bardzo krzywdzące.

Kolejny plusik wędruje po raz drugi do ekipy ostrołęcko-olsztyńsko-kolneńskiej czyli do ludzi z programu ochronnego. Ilość budek rozwieszonych na Kurpiach wzrasta w szybkim tempie. Miejmy nadzieję, że młode kraski niedługo się w nich pojawią.

Ostatnią „tłustość” zostawiłem na koniec. Ewidentnie to jest największy, ogromny tegoroczny plus. Wędruje on do … krasek. Brawo ptaszki :) Maluchów było dużo. Na przełomie lipca i sierpnia przejeżdżając przez Kurpie nie sposób było nie zauważyć młodzieży przesiadującej na drutach.

Niestety jest też bardzo bolesny minus. Dla wielu z nas ulubiona para straciła dom. Nie ma już przechylonej, przydrożnej wierzby koło kapliczki. Budki są rozwieszone i pozostaje nam mieć nadzieję, że ptaki wybiorą takie nowoczesne mieszkanie zamiast starej chałupy, chociaż niewątpliwie chałupa ta była bardzo sympatyczna. W tym roku w końcu zrobiłem zdjęcie tej właśnie starej wierzby. Pozostanie na pamiątkę.
Kreator www - przetestuj za darmo